Chorwacja,  Miejsca

Dubrownik

Wyruszamy !

Z przyczyn niezależnych, trochę zasiedzieliśmy się w domu, więc możecie sobie wyobrazić naszą radość, gdy nadszedł czas pakowania.

Do Chorwacji zawsze jeździliśmy samochodem, ale od pewnego czasu (pewnie ze względu na wiek, a może małe wygodnictwo) postanowiliśmy polecieć samolotem. Z Warszawy lot trwał niecałe dwie godziny. Samolot naszych polskich linii, z miejscem na nogi, miłą obsługą i przede wszystkim piękny widok przy lądowaniu w Dubrowniku. Postanowienie na przyszłość: nigdy więcej we dwójkę samochodem do Chorwacji. Wysiedliśmy bez zmęczenia, zadowoleni, uśmiechnięci, gotowi na wspaniałe wakacje. Aby dotrzeć do Mariny Dubrownik Komolac, poprosiliśmy firmę czarterową o załatwienie transportu. Po godzinie czekania, miły, młody Chorwat wreszcie się pojawił, przepraszając za spóźnienie. Na pewno samochód był z Ubera. Za transport do miejsca docelowego zapłaciliśmy 40 euro, natomiast na lotnisku aby dotrzeć do Mariny Taxi kosztuje 50 euro. 10 euro zostało w kieszeni „na coś pięknego”. Odległość od portu lotniczego do Mariny – około 23 km. Dzięki uprzejmości kierowcy, zatrzymaliśmy się po drodze w sklepie Tommy aby zrobić drobne zakupy na 2,3 dni. Ceny trochę wyższe od polskich, ale my nie kupowaliśmy dużo, bo postanowiliśmy, że będzie to rejs z rodzaju kulinarno-zwiedzająco-żeglujący i chcieliśmy wypróbować jak najwięcej chorwackiej kuchni.

Czarterując jacht, polegamy zawsze na firmie Kubryk Wojtka Czerwińskiego. Szybko, sprawnie, profesjonalnie i bez większych problemów z firmą czarterującą już w Chorwacji. Jeśli chodzi o internet, podaję Wam przydatny link firmy polskiej, która sprzedaje karty internetowe do różnych krajów świata www.simglob.pl

Oczywiście odbiór jachtu Chorwaci chcieliby zrobić w ciągu 5 minut, natomiast zdanie jachtu trwa o wiele, wiele dłużej. Ostatnio, co nas bardzo zdziwiło, liczyli także sztućce i talerze. No cóż, życie…

Mljet

Niedziela przywitała nas słońcem. Wypiliśmy kawę, sprawdziliśmy pogodę na chyba najlepszej stronie chorwackiej DHMZ i Ahoj przygodo, wypływamy na pełne morze, kierunek Mljet, miejscowość Polace, tawerna Stella Maris. Pomimo tego, że byliśmy przed sezonem i knajpa była zamknięta, pozwolono nam bez żadnych opłat zacumować i skorzystać z prądu gratis. Właściciele przemili i bardzo pomocni, biorąc pod uwagę fakt, że płynęliśmy tylko w dwie osoby. Miejscowość maleńka, z jednym supermarketem, wypożyczalnia rowerów i skuterów. Obok supermarketu Pani sprzedająca specjały w postaci suszonych owoców, miodu i rakiji. Obok ruiny rzymskiego pałacu z dwoma prostokątnymi wieżami. Widzieliśmy dużo prywatnych kwater do wynajęcia. Na wyspie jest jeszcze kilka ciekawych miejsc do zwiedzania takich jak Babino Polje z z gotyckim kościołem, renesansowym dworem. W zachodniej części wyspy znajduje się Park Narodowy z dwoma przepięknymi, słonymi jeziorami: Veliko i Male jezero. Dla podróżujących samochodem: na wyspę Mljet można dostać się wynajętą łodzią lub promem z Dubrownika lub miejscowości Mali lost.

Korcula

Następny przystanek to Korcula. Z Mljetu wypłynęliśmy wcześnie rano, gdyż zapowiadali silny wiatr. Marina mieści się dosłownie kilka kroków od starego miasta. Miasteczko jest przepiękne i pokuszę się, żeby napisać iż moim zdaniem jest o wiele bardziej urokliwe niż Dubrownik. Stalismy tam dwa dni ze względu na silny wiatr. Koszt postoju jachtu do 12 metrów – 572 kuny za dobę. Warto pytać w firmie czarterującej czy współpracują z marinami Aci. Nasza akurat współpracowała (otrzymaliśmy odpowiednie zaświadczenie z Euromairine wraz z dokumentami jachtu) i dostaliśmy rabat w wysokości 20 % za dobę.

W Marinie mamy prysznice, utrzymane na wysokim poziomie czystości, sklep Konzum i knajpki. Po dokonaniu wszelkich formalności wybraliśmy się na rekonesans miasteczka. Znowu cisza i spokój jak to przed sezonem, pyszne wino, dobre zimne piwo PAN i oczywiście ryby i owoce morza. Polecamy konobęMasljina przy ulicy Lumbarajska. Duże porcje, ceny umiarkowane, miła nie natarczywa obsługa. Jest także kącik zabaw dla dzieci. To miejsce przyjazne także dla wegetarian. Miasteczko ma swój klimat, wąskie uliczki, uśmiechnięci ludzie siedzący w barach delektujący się różnymi trunkami i napojami, stare domy z kamienia. Warto tu się zatrzymać choć na jeden dzień.

Zabytki w Korculi godne obejrzenia to: dom Marco Polo, Katedra Świętego Marka i forteca.

Marina w Korculi
Korcula
Korcula
Dom Marco Polo

Powrót

Niestety musieliśmy wracać w stronę Dubrownika, zatrzymując się w osobliwy miejscu, które polecił nam przypadkowo poznany żeglarz z Izraela Kobas i Ribarska kuca Niko. Miejsce charakterystyczne, warte postoju w drodze do Stonu. Stajemy tam za darmo, ale należy zamówić dania w konobie. Dostaje się do jedzenia to, co akurat wyłowią z morza, a więc karty nie uświadczysz. My trafiliśmy na świeże ostrygi, mule i ośmiornicę. Wszystko przepyszne, świeże, właściciel przesympatyczny, choć dość specyficzny. Żona właściciela jest Polką, ale akurat nie było jej, gdy tam dotarliśmy. Piękna zatoczka, ciche, spokojne miejsce i cudowna atmosfera. Jedynym mankamentem jest fakt, że nie wiesz ile zapłacisz. My umówiliśmy się przed konsumpcją, że możemy wydać za kolację do 500 kun. To dosyć dużo, ale biorąc pod uwagę fakt, że nie płaciliśmy za postój, postanowiliśmy, że taka kwota będzie w porządku. Dostaliśmy przystawkę w postaci małych rybek w zalewie octowej (Girice), ośmiornicę i świeże ostrygi. Gospodarz przytargał ogromny chleb własnej roboty prosto z pieca, do tego cały półmisek muli w przepysznym, lekko pikantnym sosie pomidorowym i 2 butelki swojskiej rakiji. Raj dla podniebienia. Na pewno jeszcze tam wrócimy.

U Nico
Zaczynamy ucztę

Od Nico ruszyliśmy w stronę Stonu.

To małe miasteczko z najdłuższymi murami obronnymi w Europie, które podobno widać z kosmosu. Nie wpływaliśmy do przystani, tylko pokręciliśmy się po zatoczce aby zrobić zdjęcia. Należy uważać płynąc kanałem, gdyż jest on bardzo płytki. Najlepiej płynąć środkiem.

Widok z Kanału Stońskiego na mury obronne
Kanał Stoński

Stąd już powrót do Mariny w Dubrowniku. Przed oddaniem jachtu zatankowaliśmy na ful na terenie Mariny i wpłynęliśmy w wyznaczone miejsce. Na wykonywanie manewrów portowych mamy bardzo mało miejsca, gdyż w porcie jest bardzo ciasno, ale myślę, że nasi wytrawni żeglarze znakomicie sobie poradzą z “parkowaniem”.

Po zdaniu jachtu, które trwało około 3 godzin, wybraliśmy się do portowej knajpki na dość dobrą pizzę w przyzwoitej cenie.

Następnego dnia rano wsiedliśmy w autobus (przystanek naprzeciw Mariny) i za 30 kun za dwie osoby w jedną stronę, dotarliśmy na Stare Miasto w Dubrowniku. Zaskoczyły nas tłumy zwiedzających. Wszystkie poprzednie miejsca były ciche i spokojne.

W Dubrowniku na każdym kroku można spotkać sklep z gadżetami serialu Gra o Tron, który właśnie także tu był kręcony. Miasto ma swój klimat, ale ilość ludzi nie pozwala rozkoszować się nim we właściwy sposób. Starówka otoczona murami obronnymi jest piękna. Warto obejrzeć gotycki Pałac Rektorów, Fontannę Onufrego, Pałac Sponza, przejść się główną ulicą Placa.

Po zwiedzeniu najważniejszych miejsc, wróciliśmy do Mariny Komolac, a stamtąd na lotnisko i powrót do Warszawy.

Z Chorwacji warto przywieźć wino, śliwowicę, suszone owoce i kandyzowane skórki pomarańczowe, sery i prsiut czyli suszoną szynkę i oczywiście woreczki z pachnącą lawendą.

Dubrownik Brama Główna
Widok na Stare Miasto ze starego portu
Stare Miasto
Sklepik ze słodkościami

Postanowiłam, że na koniec każdej podróży wrzucę także przepis z jakąś charakterystyczną potrawą dla danego regionu.

Dzisiaj będą to małże w pikantnym sosie pomidorowym.

Będą nam potrzebne: małże, białe wino, cebula, czosnek, chili, sól, pomidory z puszki bez skórek, natka pietruszki.

Cebulę i czosnek kroimy w na cienkie plasterki, wrzucamy na gorącą oliwę i szklimy przez około 5 minut, często mieszając. Dodajemy białe, wytrawne wino i doprowadzamy do wrzenia. Następnie wrzucamy małże i gotujemy około 5 minut pod przykryciem, mieszając co parę chwil. Po tym czasie wlewamy pomidory z puszki, dodajemy chili (ilość w zależności od naszego gustu i podniebienia) i gotujemy do momentu aż powstanie dość gęsty sos. Doprawiamy solą do smaku, przekładamy na półmisek i posypujemy natką pietruszki. Oczywiście małże które się nie otworzyły podczas gotowania wyrzucamy. Smacznego!

Przepychotka 🙂

komentarze 4

  • Joanna Rajewicz

    Bardzo ciekawie opisane, dużo cennych wskazówek dla wyjeżdżających po raz pierwszy.
    A zdjęcia… Sprawiają, że chciałoby się to zobaczyć na własne oczy…
    Przepis to rewelacyjny pomysł, pozwoli poczuć klimat wakacji również w domu.
    Czekam na następne wpisy 😀!

  • Wołodia

    Beatka nie mogę ,,,,,,,, masz talent pisarski !!!!!! Brawo ,,, szczególnie ciekawe będą zakończenia, czekam na zaśśśśśśśś 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: